Juliusz Słowacki

Żmija


Скачать книгу

ija

      For thee, who thus in too protracted song/

      Hast soothed thine idlesse with inglorious lays,/

      Soon shall thy voice be lost amid the throng/

      Of louder minstrels in thèse later days:/

      To such resign the strife for fading bays —/

      III may such contest now the spirit move/

      Which heeds nor keen reproach nor partial praise;/

      Since cold each kinder heart that might approve,/

      And none are left to please when none are left to love.1

Byron

      (Motto do I tomu Poezyj, Paryż 1832)

      Pieśń I

      Sumak 2

      Piękny to widok Czertomeliku!

      Sto wysp przerżnęły Dniepru strumienie,

      Brzoza się kąpie w każdym strumyku,

      Słychać szum trzciny, słowika pienie.

      A kiedy wiosną wezbrane wody

      Zaleją wszystkie wyspy dokoła,

      Jeszcze nad wodą widać drzew czoła —

      Jakby rusałek cudne ogrody,

      Gałązką mącą wodne błękity.

      I jeszcze słowik w gałązkach śpiewa,

      I szumią brzozy, lecz nad ich szczyty

      Wznosi się fala i nikną drzewa.

      Dziko Dniepr szumi, gdy w jego łonie

      Sto wysp zielonych wiosną zatonie.

      Piękny to widok stu wysep pana —

      Woda mu ziemię spod stóp wykradła:

      Zamek się patrzy w fali zwierciadła,

      Co mu przy stopach szumi wezbrana.

      A gdy nań patrzysz, dziwnym pozorem

      Rzekłbyś że zamek wstecz rzeki płynie

      Cegła koralów świeci kolorem,

      Lekkie filary podobne trzcinie.

      Kilka ogromnych paszcz samostrzału3,

      Patrzy strzelnicą na czarne morze:

      A górą zamku okna z kryształu,

      Świecą się, palą, jak ranne zorze;

      I tysiąc barwy w każdym promyku,

      Co się z tych okien nazad odkradnie.

      W zamku pan mieszka Czertomeliku,

      Dumny ataman4 co Siczą5 władnie;

      Lecz czy sam mieszka? – Któż to odgadnie?

      Nikt nie był w zamku: mówią że czary

      Mieszkają w gmachu, że dłoń zaklęta

      Nadludzką sztuką wzniosła filary —

      Lecz kiedy wzniosła? Nikt nie pamięta.

      Niejeden rybak wieczorną dobą,

      W Czertomeliku płynąc ostrowy6;

      Słyszał przed sobą, słyszał za sobą

      Śpiew słodszy, milszy niż szum dnieprowy.

      A rybak milczał, płynął pomału —

      Kiedy wieczorne zorze zapadły,

      Widział jak w zamku okna z kryształu,

      To się paliły, to znowu bladły;

      A z okien blaskiem konały pieśni.

      Znów cicho – głucho – a rybak stary

      Żegnał się drżący – to czary – czary!

      Wszak rybak czuwa? wszak rybak nie śni?!

      Już to noc trzecia gdy gasną zorze,

      Błyska na zamku ogień jaskrawy…

      Ho! to kaganiec, to znak wyprawy,

      Popłyną czajki7 na czarne morze!

      Kozaków obóz zalega brzegi,

      Pośród czaharów8 spisa9 połyska;

      A ponad Dnieprem w długie szeregi,

      Gęsto strażnicze płoną ogniska.

      Tam na mogiłę wstąpił wysoką

      Gęślarz i śpiewa pieśni z mogiły…

      Jeśli w tych grobach nie śpią głęboko,

      Może ich dzikie pieśni zbudziły?

      O śpijcie! śpijcie! przeszła wam pora,

      I wyście żyli – tu, w Ukrainie,

      I wyście żyli – to było wczora10!

      My dziś żyjemy, czas szybko płynie.

      Po cóż tu wracać z licem upiora,

      Gdzie nikt nie chodzi po nas w żałobie?

      Jutro na naszym powiedzą grobie:

      I wyście żyli! – To było wczora.

      Płyńmy więc! płyńmy w Natolskie grody,

      Burzyć pałace, rąbać fontanny —

      Żelazem niszczyć Turków narody

      I porwać obraz Najświętszej Panny:

      Obraz, co płacze rzewnymi łzami,

      A gdy go człowiek w fali zanurzy,

      Morze gniewliwe bije falami.

      Pieni się, huczy, pryska i burzy,

      I póty gniewne podnosi tonie,

      Aż wrogów statki w falach pochłonie…

      Lecz gdzież jest Hetman? W rannej godzinie

      Wyszedł i w stepach błądzi od rana.

      Oto przy brzegu czajka hetmana,

      Powiewnym żaglem bieli się w trzcinie.

      I wkoło gwarzy zgraja zebrana:

      Wszak nam na drogę brak na zwierzynie —

      Idźmy na łowy! idźmy na łowy!

      Lecz gdzież nasz Żmija, Hetman niżowy?

*

      Ty śpisz sumaku! ty śpisz sumaku!

      Między błyszczące rosą czahary;

      A tutaj strzelce w stepach Budziaku,

      Otoczą wkrótce knieje i jary.

      Sumak nie słyszy! sumak nie słyszy!

      Bo milcząc strzelce idą na łowy,

      I coraz ciszej,

      Między parowy,

      Pomiędzy trawy,

      Toną i toną;

      A zorza płoną

      I świt jaskrawy

      Pozłaca niebo na wschodzie.

      O! jakże miło przy rannym chłodzie

      Tak się zapuszczać w stepowe knieje.

      Jak tajemnicza ta chwila nocy,

      Kiedy noc kona, księżyc blednieje —

      Już